przyszła do nas nie wiem skąd (no dobra, wiem, od kogo.. prawie..)
zawróciła w głowie tak dokładnie
teraz już rozumiem, to jest to
jedna LOKA i już przepadłeś :P

Od my name is.. my name is..

Dodaj komentarz

no to prace remontowe głęboko w lesie w toku.. psie szczenię głęboko w fazie rem.. nie wszystko na swoim miejscu, ale i tak nie jest źle..

Dodaj komentarz

jakieś człowieki przyszły, weszły drzwiami i wyszły oknem. po drodze odsunięta została szafka z dokumentami skutecznie uniemożliwiająca otwarcie okna na wymaganą do przejścia przezeń człowieka szerokość. oraz jeszcze przemieszczono dwie sterty papierów leżących luzem i papierów poupychanych chaotycznie w przypadkowe zupełnie tekturowe teczki, bo te zagradzały drogę do okna, leżąc spokojnie i niewzruszenie na parapecie. usłyszałam też jakąś uwagę, że trzeba podłożyć coś pod klamkę w drzwiach - klamka się rozpada, o czym z resztą przelotnie rozmawiałam wcześniej z mamą. jej klamka też się rozpada. ale inaczej niż ta tutaj. nie powiem, że moja. nic tu nie jest mojego. i chwała niebiosom. człowieki zniknęły na namiastce balkonu biegnącego wzdłuż całej fasady budynku, coś mamrotały pod nosem tłumacząc mi, po co wychodzą, ale nic nie zrozumiałam. zjawiły się tak nagle i teraz o ich obecności gdzieś tam w przestrzeni przypomina mi już tylko minimalnie przemeblowany koniec pokoju bezpośrednio przylegający do lekko uchylonego okna.. no i ten goły parapet..

jest kilka minut później, wszystko wraca do normy, a człowieki w ramach rewanżu za w ich mniemaniu sympatyczne przeze mnie potraktowanie naprawiły mi klamkę w drzwiach. nie mi, tutaj. tę tutejszą.. w międzyczasie bowiem p. prówała się dostać do pokoju ale krnąbrność klamki skutecznie uniemożliwiającej jej otwarcie drzwi i zajrzenie do środka celem sprawdzenia, czy jestem, spowodowała, że odeszła bez nadziei na załatwienie swojej sprawy. pognałam za nią, wytłumaczyłam, że mam popsutą klamkę i zobowiązałam się do załatwienia jej. teraz się za to zabiorę :)

a człowieki na odchodne powiedziały, że przyniosą też kółko do popsutego fotela.. strasznie miłe te człowieki..

Dodaj komentarz

spadł.. bo to już listopad.. i kiedyś musi zacząć padać.. śnieg..

Dodaj komentarz

gdzieś w polsce:

ok godziny 23:20 - w okolicach jednego z bardziej znanych klubów studenckich w jednym z miast stołecznych jednego z kontynentów na jednej z planet jednego z układów planetarnych i tak dalej - nie ma czynnego punktu sprzedaży biletów komunikacji miejskiej..

ok godziny 23:28 - na jeden z wielu opustoszałych przystanków tramwajowych podjeżdża jeden z ostatnich tego dnia tramwajów.. wsiadają do niego - jedna pani o bliżej nieokreślonej charakterystyce, trzech potencjalnie-studentów prawdopodobnie po jakiejś imprezie prawdopodobnie o charakterze studenckim, no i my..

godzina 23:29 - pan motorniczy oznajmia dwukrotnie, że nie posiada (się ze smutku?) na sprzedaż biletu nie tylko studenckiego, ale w ogóle żadnego (ja: poproszę bilet studencki; on: mgl mgl mgl.. ja: studencki! on: nie mam!)..

godzina 23:29 (jak ten czas powoli leci..) - ma miejsce pojedyncze najsympatyczniejsze wydarzenie w mojej karierze gościa z prowincji w wielkim mieście - jeden z potencjalnie-studentów wręcza mi nieskasowany bilet w cenie złotego i dwudziestu setnych.. żaden z potencjalnie-studentów nie chce przyjąć ode mnie ekwiwalentu tej ceny w bilonie..

godzina 23:29 - kasuję bilet..

Dodaj komentarz

Archiwum

Kategorie

Linki

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht