dzisiejszy sen dopadł mnie, kiedy kończyłam się ubierać. niespodziewanie zjawił się z powrotem w głowie. może był na spacerze, może wyszedł na papierosa, grunt, że wrócił w całej okazałości i nieprędko wsiądzie w jakikolwiek pojazd zwany - zapomnieniem. w tym śnie - najpierw mam za długie paznokcie u stóp. takie białe i grube końcówki. bleee. próbuję je ukryć, zwijam palce, chcę je schować gdzieś pod śródstopiem najlepiej, czyli hen hen.. na ławce obok mnie, bo znajduję się razem z ławką i z tym dwiema dziewczynami na korytarzu przed drzwiami i wygląda to jak parter na wydziale - one dwie. nie wiem, kim są, ale bardzo nie chcę, żeby widziały te moje paznokcie. i one wchodzą do tego pokoju. razem, a może pojedyńczo? sen się tutaj trochę myli w zeznaniach, ale może dlatego, że to chyba taka nieistotna jego część, raptem prolog. a może nawet nie. one tam wchodzą i giną we wnętrzu, ja, nie wiedzieć czym powodowana, też próbuję się tam dostać i bóg jeden raczy wiedzieć, jak idę, skoro stopy starannie zwijam w rulonik, palce do samiusieńkiego środka.. ale idę, wchodzę, tam są jakieś takie obleśne fotele, czerwono chyba obite, jakby je ktoś tam postawił jeszcze w latach siedemdziesiątych i na śmierć o nich zapomniał.. pokój okazuje się raptem przedsionkiem? no cel zasadniczy całego tego pomieszczenia ukrywa się gdzieś za kolejnymi drzwiami i pal je licho, tam już nie zaglądam. z powrotem na korytarzu, i kiedy już nie istnieje problem paznokci, na ławce, trochę dalej i pod oknem - grupa dziewcząt. i a. nie powiem wam, która a. - i tak jej nie znacie. przegląda jakieś prace pisemne. siadam na skraju rzeczonej ławki, przysłuchuję się i przyglądam. a. wstaje, zabiera plik prac, przechodzi obok mnie, idzie tym korytarzem. na ławce zostało kilka skoroszytów, więc zbieram je wszystkie i pędzę (pędzę!) za nią. za rogiem doganiam a. i dysząc i sapiąc (no może przesadzam) komunikuję, choć nie pamiętam dokładnie jakich słów używam, że jeszcze kilka, ze zapomniała. witamy się. te prace już teraz tracą kompletnie znaczenie. wita mnie. obejmuje czule. i całuje w ucho. i znowu. i znowu. przytula, wita i całuje w ucho. energicznie, radośnie, śmiejąc się, ciesząc. trochę zaskoczona takim przebiegiem spraw i, nie ma co ukrywać, zwyczajnie zawstydzona, przynajmniej na początku - stawiam opór.. bez pewności siebie i w zasadzie szybko przestaje, bo szybko zaczyna mi się podobać jak ta sytuacja rozwija się dalej. wchodzimy do klasy. do klasy! i tutaj w zasadzie powinnam przestać i spalić się ze wstydu.. wchodzimy do klasy. zamykamy drzwi za sobą. żeby nikt nie słyszał, nie widział. że bezcześcimy i - jak! kolejne sprzęty szkolne (szkolne!) - ławki, biurka i tablice.. a teraz, już w świetle dnia tak się zastanawiam, czy bardzo będę się rumienić, jeśli kiedyś spotkam a. przypadkiem na ulicy..

Dodaj komentarz

na noc zajadam się jabłkiem. przedtem pochłaniam kiwi. a jeszcze wcześniej - banana. nosiłam się przelotnie z zamiarem skonsumowania pomarańczy. albo mandarynki. ale nie wyglądały obiecująco, wyglądały na przedwcześnie dojrzałe. albo tak, jakby nigdy nie były dojrzałe, chociaż już się psuły. do niedawna żyłam przekonaniem, że najadanie się przed snem powoduje przykre sny. dwie noce z rzędu na czczo.. dwa męczące, wyczerpujące sny później i wiem już, że jestem stanowczo zbyt przesądna..

już kiedyś udało mi się witaminami przepędzić depresję. na nerwicę dostałam jakieś tabletki, ale przestałam je brać. zuzia mówi, że to tylko stres..

Dodaj komentarz

przypomniało mi się, że kategorię senne założyłam z myślą o zapisywaniu co dziwniejszych/ciekawszych snów, które mi się przydarzą. albo po prostu tych, które sobie przypomnę i będzie mi się chciało zapisać. no więc proszę bardzo:

śnił mi się jakiś dom. miałam w nim swój pokój. ale generalnie to byłam w nim tylko gościem. dom był dosyć duży. stał nad wodą. jakąś. chyba stojącą. do podwórza przylegały jeszcze dwa inne budynki. też byli w nich jacyś goście. urządziliśmy jakieś spotkanie na podwórzu. było zimno. była głośna muzyka, tańce, okrzyki radości. niewykluczone, że alkohol. muzyka była stanowczo za głośna i poproszono nas o przyciszenie.. nie wiem, kto tam jeszcze był.. inne wątki. ale nie pamiętam o co chodziło..

helena leżała w szpitalu. chyba w nastroju samobójczym. przychodziły ją odwiedzać kolejne znajome lesbijki. w tym samym szpitalu leżał ktoś z rodziny. jakieś małe dziecko. przyjechałam z mamą. o helenie dowiedziałam się przypadkiem. siedziałam w poczekalni, dziewczyny się schodziły. przyszła mysza. nie do heleny. do mnie. przytuliła mnie. podskoczyłam jak poparzona, bo do poczekalni właśnie wchodziła mama. mysza przyłączyła się do dziewczyn odwiedzających helenę. (należy podkreślić, że chyba żadna z tych 'znajomych lesbijek' ze snu nie zna heleny i vice versa. helena nie jest lebijką. a w ogóle to nie wiem, skąd akurat ona wzięła się w mojej głowie. ja sama jej za dobrze nie znam)..

Dodaj komentarz

to nie tak, że akurat dziś się wszystko zaczęło. nie wiem, kiedy się zaczęło. no ale zaczęło się i jest. tęsknię za swoim dawnym entuzjazmem..


a śniły mi się pająki, na pajęczynach, ogromne, kolorowe, włochate, o kształcie odwłoka kształtu jajka, a jeden mnie nawet gonił a na koniec zmienił się w kota..

Dodaj komentarz

łapią mnie za pięty i nieubłaganie ciągną do krainy błogiej komy..


poszperałam w necie i w gruncie rzeczy depresja jest najłagodniejszą z przypadłości, którym może towarzyszyć taka senność..

Dodaj komentarz

takie mi się dwa śniły. te co je kazali jeść ludziom w amerykańskiej telewizji. obrzydliwe. we śnie ich nie jadłam, ale brałam na rękę, chociaż nie, to nie ja byłam, tylko jakaś mała dziewczynka. a pająk ją ugryzł, wgryzł się w nią tam gdzie go miała na sobie, więc może w rękę właśnie? nie pamiętam tego szczegółu i w zasadzie nie pamiętam już nic więcej. tylko jeszcze że był jakiś pościg - to ze stresu przed tym jutrzejszym egzaminem..

1 komentarz

nie wiem co to było dzisiaj, ale za to z soboty na niedzielę miałam sen przestraszny i przepotworny. miałam sen o egzaminie, o tym, co to się do niego niby przygotowuję, chociaż tak naprawdę przygotowaniem do niego miały być całe te studia, na które uczęszczam od lat już czterech.. o tym samym egzaminie, którym się podejrzanie mało stresuję na jawie - więc widać podświadomie muszę się cała wprost skręcać ze strachu.. dziś uruchamiam małą drukarnię i już zabieram się ostro do roboty. już nie ma żartów, już nie ma opierdalania się po kątach. już ostatecznie zagrzebuję się w notatkach, artykułach i książkach i na gwałtu rety połykam całe połacie wiedzy jak najbardziej merytorycznie potrzebnej mi w przyszłym zawodzie.. już już już..

Dodaj komentarz

Archiwum

Kategorie

Linki

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht