tak to już jest. nie pomnę, ile razy to słyszałam, albo coś w podobie. w zasadzie pani promotor też tego nie powiedziała, ale dała dosyć jasno do zrozumienia. najpierw powiedziała, co porobiłam źle (a dosyć sporo spaprałam i nie ma co zwalać na pośpiech), potem wychwaliła pod niebiosa mój sposób pisania, a w rezultacie wyszedł powtarzany do znudzenia refren piosenki przewodniej mego żywota - żem zdolna, ale leniwa..
zawiesiłam się.. coś między histerią, katatonią, paraliżującą paniką.. i odwiesić się nie mogę.. kto mi powie, gdzie mam guziczek reset?
znów na biurku kolekcja kubków. trzy już schną, czwarty właśnie paruje - ciepłym, herbacianym płynem.. kolejny stoi na improwizowanym z kartonów stoliku obok.. nie stoliku.. nie improwizowanym. na stercie dwóch kartonów w oliwkowo-granatowe ciapki. jeśli obejrzę się trochę za siebie i trochę w lewo, o tak.. nie, nie ma innych naczyń na regale. tam tylko trochę kurzu. i trochę więcej książek.. z głośników ktoś wyje słowa, których sensu dokładnie nie rozumiem, ale to wycie wprawia mnie w jakiś taki błogostan.. znów przyszła wiosna..
When they told me I was up for sale
Schoolyard, junior high style
Bullies have always tried to buy the better girls
haven't they? Choose the brightest future
pay the death and try to buy the better girls
but failed till now, the cheque is in the mail.
nie wiem, czy jest coś gorszego, niż wygląd statecznej trzydziestki (gdzieś w połowie jej świetności) w wieku lat 25.. czyli średnio dziesięć lat starzej. i to na własne życzenie. i to przy dołożeniu wszelkich starań. i to z uśmiechem zadowolenia z osiągniętego efektu na twarzy. o co chodzi? o co chodzi z tym irracjonalnym dążeniem do dorosłości, dojrzałości? najpierw - stawanie na głowie, żeby już i statecznie, i poważnie, i odpowiedzialnie (w przerwach na przecinki nabieram powietrza). a potem nostalgiczne wlepianie oczu duszy we wsteczne lusterko - w poszukiwaniu straconego dzieciństwa, młodości. i wreszcie - strach, bo to już śmierć zagląda do ogródka. kto wie, może za te czterdzieści lat, o ile jeszcze będzie świat, na którym będzie można żyć - może śmierć zacznie na progu potykać się o wycieraczkę z napisem 'nieśmiertelność'?
i nie zrozumcie mnie źle, ja przecież nic nie mam do trzydziestek (z jedną nawet sypiam).. ja tylko nie rozumiem, dlaczego ludzie tak kurczowo chcą trzymać się środka? dlaczego uparcie zaprzeczają, że w życiu równie wartościowy jest jego początek i koniec? a przez wartościowy chcę też powiedzieć - naturalny. zgodny z logiką i nawet pożądany. ja sobie nieśmiertelności nie zamawiam.. swoje życie chcę przeżyć, a nie schować w banku, czekając - na co? czym w życiu jest ta lepsza koniunktura?
no ale dobra, w zasadzie nie powinnam się czepiać. i chyba tego nawet nie robię. tylko tak na głos się zastanawiam. każdemu wedle zapotrzebowań.. na zdrowie!
idealnie nadaje się na przesadzanie kwiatków..
.. zapomnieli zostawić moją paczkę w swoim magazynie. a jakiś pan w poczekalni do okienka narzekał, że musi kurwa lodówki na plecach dźwigać do prywatnych mieszkań.. i dobrze mu tak - skoro jest taki nieszczęśliwy, że pracuje: niech przestanie. ludzie to mają naprawdę nasrane tu i tam. ooo, w tej chwili jestem tak wściekła na jebane ups, że gdybym tylko mogła, rzuciłabym na wszystkich ich pracowników jakąś nieprzyjemną klątwę. na przykład owsiki. kurwa kurwa kurwa. a tym debilom, którzy zgubili moje książki - kurzajki i liszaje. wszędzie.
ciepłe skarpety na noc dobrze robią na sen..
powinny być zakazane..
który uważa, że związek dwóch kobiet jest łatwym związkiem. że niby łatwiej jest się dogadać. że jest jakaś utopijna wspólna płaszczyzna emocjonalno-itelektualna, że to rzeczywistość jest bez nieporozumień, niedomówień i w ogóle - sielanka. no więc wyobraźcie sobie - gucio prawda. i tylko tyle w tym momencie jestem skłonna powiedzieć w miarę publicznie.
to już oficjalne - jestem definitywnie uzależniona nie tylko od internetu, ale też, co ważniejsze i, przy okazji, straszniejsze, bo bardziej dotkliwe, zważywszy na notorycznie cierpiący na tym i tak nie najlepszy stan moich finansów - od kupowania książek w empiku. w internetowym empiku. książek z importu. ale też książek krajowych. takich, które kurier dostarcza prosto do drzwi. następnym krokiem w tym szaleństwie będzie internetowy zakup nowego regału. na te wszystkie książki. uwielbiam książki. a w polityce napisali o takim urządzeniu, które będzie przez powietrze ściągać elektroniczne książki chyba z amazona. za dziesięć dolców za sztukę. bluźniercy. książki należy kochać. przytulać. kartkować. wąchać. całować na dobranoc. no dobrze. może z tym całowaniem to przesada.
tego gościa spotkałam niedawno, zaraz po wyjściu z pracy - wtedy jeszcze świeciło słońce..
teraz nie świeci słońce, bo pomijam fakt, że godzina 19 o tej porze roku nie posiada jakiegoś przesadnego potencjału do wypełniania się światłem słonecznym, to na dodatek, o ile mnie słuch nie myli, po drugiej stronie okna właśnie pada.. deszcz.. bo to już jesień w pełni..
rzeczywiście w laptopie najfajniejsze jest to, że można go zabrać do łóżka 
naiwnym jest ten, kto myśli, że można w sieci pozostać anonimowym..