życia codziennego ciąg dalszy. zwiozłam już dwa regały i stolik. większość ubrań. i prawie wszystkie książki. poprzednio były porozrzucane po kilku różnych półkach, obecnie zajmują cały jeden regał i kilka półek zlokalizowanych na innych meblach. większość - i taka jest smutna prawda - stoi nietknięta. nieprzeczytana. nieskalana wzrokiem niczyim. a może to nie takie smutne, jak mogłoby się wydawać. wychodząc z domu mogę przeciągnąć palcem po ich grzbietach i na pewno znaleźć jakąś do zabrania w podróż.. bo dni spędzam, no tak, na podróżowaniu.. stąd tam. stamtąd gdzie indziej. skądinąd znowu tu.. zataczam koła, kreślę nieforemne ósemki.. są dni, kiedy podróżuję szlakiem nieskończoności. gonię własny ogon.. doganiam go. jem kolację. i rano od nowa. koło. nieskończoność. koło. nieskończoność. przetykana jednym, czasem dwoma posiłkami.. trochę tracę przez to na wadze.. niedużo. zu trwa w postanowieniu, że na zimę trzeba jeść treściwie. syto. więc bez obawy.. zostanie jeszcze trochę miejsc na dietę wiosenną.. do zwiezienia: szafa i regał. duże. wymagające dużego transportu. nie obejdzie się bez pakowania szpargałów w pudła i worki, które wylądują gdzieś na strychu - na wiecznym zapomnieniu. i znowu ta wieczność. to taka wieczność niekonieczna. bo przecież przyjdzie taki dzień, będzie jakaś godzina i jest to nieuniknione - znacząca koniec ich obecności na strychu.. co do zapomnienia - tutaj strzał trafił w dziesiątkę. ja zapominam na dobre.. jeśli coś się samo nie upomni, zginie w otchłani spraw istniejących gdzieś tam, może równolegle, stanowczo zaś poza moją świadomością..

na śniadanie kawa. parówka. czyli luksus - obfitość czasu. parówka: na ciepło. kawa: bez fusów zaparzona.. powoli nabieram w płuca względną stagnację tych kilku porannych godzin.. przede mną regularny cyklon aktywności, odpowiedzialności, obowiązków i całkowitych dupereli.. loka straciła apetyt..

Dodaj komentarz

empik wreszcie przysłał książki. profesor właśnie zamawia sobie kapsułę ewakuacyjną z czwartego piętra. o, jedna firma odmówiła współpracy. nie, nie bądźcie tacy, zabierzcie mojego szefa stąd - gdziekolwiek będzie chciał! żebym mogła już pójść do empiku odebrać swoją paczuszkę.. promyk szczęścia w dzisiejszym dniu. udało się, ktoś go stąd zabierze - "możliwie jak najprędzej".. będę miała swój komiks i trzy kolejne ulki. jedna o czarodzieju, jedna o kotach i jeszcze jedna już nie pamiętam o czym, tak dawno składałam to zamówienie.. gorzej, bo to czwarta część komiksu a te jemioły w empiku twierdzą uparcie od jakiegoś czasu, że nie mają dostępu do piątej, mimo, że kolejne, od szóstej wzwyż, ponoć są w ich zasięgu.. o, agnieszka się do mnie właśnie uśmiechnęła. ona się do mnie często uśmiecha, musi mnie lubić? do dziwki szatana się raczej nie uśmiecha, stąd wiem, że gdyby i mnie z jakichś przyczyn nie lubiła - zdecydowanie by się do mnie nie uśmiechała.. no dobrze, w zasadzie nie ma powodu, żeby mnie nie lubić, chociaż ja nigdy nie wiem, o co chodzi z interakcjami międzyludzkimi.. znacznie lepiej sobie radzę z książkami..

Dodaj komentarz

empik już od dobrych dwóch tygodni próbuje się wyślizgać ze sprowadzenia na polski ląd komiksu o lesbijce (prywatnym detektywie?), który rzekomo miał na stanie niewiele ponad miesiąc temu, kiedym go zamawiała, razem z trzema książkami ulki. tak se ją pieszczotliwie nazywam, ostatecznie po mału zaczynam ją utrzymywać - tyle już kasy włożyłam jej do kieszeni za pośrednictwem empiku.. dobra, zapewne z tych złotówek, które zostawiam u nich w kasie, to ona niewiele zobaczy.. nie wiem jak to działa, ale ostatecznie cokolwiek jej się musi opłacać, skoro tyle tego nawypisywała.. arrr, trochę się zapętliłam, ale to dlatego, że już dochodzi osiemnasta, jest piątek, a ja ciągle pracuję..

Dodaj komentarz

po pierwsze: ma sympatyczny rozmiar i dobrze leży w ręku..
po drugie: ma miłe w dotyku kartki i przyjemny zapach..
po trzecie: dobrze się czyta, z uśmiechem w duszy i na twarzy..
po czwarte: już zaczęłam szukać the virgin suicides..

czy to już jest stan, który powinno się leczyć?

Dodaj komentarz

przez chwilę, czyli niedługo, chyba przez jakieś trzy, może cztery dni, miałam czyste konto. żadnych zamówień w realizacji, żadnych przesyłek z księgarni z tanimi książkami w białymstoku, niczego w stanie oczekiwania na odbiór czy zapłatę.. i chyba ten stan sprawił, że poczułam się jakoś tak.. bo ja wiem? nago? smutno - że żadna książka nie czeka w kolejce do zapukania do mojego domu, do, skąd inąd, swojego nowego - domu. i z tego smutku i z tej nagości dzisiaj - zmieniłam właśnie ten stan rzeczy. trzy, do tej pory bezpańskie, książki, za pośrednictwem tego wytworu szatana, którym jest internet, zostały skierowane prosto w moje szeroko rozpostarte, żądne zadrukowanych stron ramiona.

a w pracy piknik, grill, kaszanka i kiełbasa, emocje, eh, emocje..

a w pracy, która jest, ekhem, odskocznią, cyrk na kółkach - normalka :)

Dodaj komentarz

i ogólnego roztrzepania - zamówiłam mrs. dalloway po niemiecku.. jeszcze owinięta folią, dziś zostanie zwrócona.. nie władam tym barbarzyńskim narzeczem w absolutnie żadnym stopniu..

poza tym interwałowo poszukuję straconego czasu..

Dodaj komentarz

a książka, którą teraz czytam.. niby wiedziałam, że gdzieś po dorobku ulki błąka się jakaś lesbijka.. ale nie myślałam, że trafię na nią już przy pierwszym podejściu :) jupi :) to znaczy jeszcze nie wiem, czy jupi, takie z podskokami i wymachiwaniem rękami i szaleńczymi piskami radości, czy raczej takie jupi ze wzruszeniem ramionami, zmarszczeniem skóry na nosie i machnięciem jakąś okolicznościową, papierową flagą z ewidentnie sfingowanym pseudo entuzjazmem..

Dodaj komentarz

Archiwum

Kategorie

Linki

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht