kawę wypijam zrobioną w ekspresie. nie chce mi się dzisiaj pisać pamiętnika. ten padający deszcz nastraja mnie jakoś tak beznadziejnie. próbuję unikać świata. odwiedzam gośkę i dzidziusia i marcina, nie wiem, czemu w tej kolejności. w sklepie robię zakupy za złotych trzydzieści. specyfik w puszce do włosów, papier do kibla, waciki.. smak tęczy. akcent nostalgiczny. w kurniku trochę normalizacji. w zasadzie nie ma o czym pisać. z powodzeniem udało mi się prawie wszystkich uniknąć. walę głową w wirtualny mur bardzo upierdliwej skazy swego charakteru - ale to trochę później. chcę się schować.. łapię fazę, którą chyba lidka ostatnio nazwała - wsobną.. pomału zawalam.. rozważam załamanie nerwowe jako całkiem sensowne wyjście z sytuacji.. witaj z powrotem, jesienna depresjo.. jutro poszukam tego sklepu, co sprzedaje bomby witaminowe..

ps. jogger uparcie odrzuca ten wpis.. to jakiś znak?

Dodaj komentarz

zawiesiłam się.. coś między histerią, katatonią, paraliżującą paniką.. i odwiesić się nie mogę.. kto mi powie, gdzie mam guziczek reset?

1 komentarz

chyba nie mam już depresji. możliwe, że wcale jej nie miałam. możliwe, że zwyczajnie brakowało mi witamin i magnezu..

wyciągam z szafy czapkę, bo nastały umiarkowane mrozy. minus cztery z samego rana nie działa jakoś wybitnie motywująco na chęć walki z permanentnym śpikiem..

i tak dalej..

Dodaj komentarz

trochę mi w głowie pleśnieje to i owo. są tam rzeczy, które włożyłam do niej dawno temu, potem przykryłam czymś innym, zapomniałam, i teraz fermentują i obrastają szaro-sinym, pleśniowym puchem. są takie, które wpadły tam przez przypadek, jak nie patrzyłam, nie słuchałam, nawet bardzo nie chciałam mieć nic wspólnego.. są też te, których najbardziej brakuje i to ta pusta przestrzeń, w której powinny się znajdować załamuje się w sobie i kadzi..

marzę o gorącej kawie i chyba za chwilę zrealizuję to marzenie. dzień, dwa dni, trzy dni, w sumie cztery dni jakiego-takiego wytchnienia i dalej do roboty. może przez ten czas coś stworzę? może chociaż zacznę? może chociaż zacznę się zabierać..

a, miało być o herbacie. herbata też mi pleśnieje - na półce, w kubku, w ilości szczątkowej, czyli tej najbardziej na pleśń podatnej. bo notorycznie nie dopijam, jestem jedną z tych ludzi. (hihi, jedną z nich jestem). coś mi zawsze leciuchno cuchnie w pokoju, więc wietrzę go codziennie, a potem odkrywam te kubki pełne życia, kwitnące wszystkimi kolorami pleśniowego puchu.. a jak już przestaję przynosić herbatę do pokoju, bo nawet niebardzo mam powód, żeby przebywać w nim (z herbatą, czy bez), to kwitną mi wszystkie półki i inne powierzchnie horyzontalne a wraz z nimi wszelkie zagięcia przestrzeni i jej zakamarki - szarosrebrnym puchem kurzowym.. i tak na zmianę zarastam sobie raz pleśnią, raz kurzem, kiedy indziej trochę grzybieję - leciwa staruszka uwięziona dwudziestoparoletnim ciele.. chciałabym ją, tę staruszkę, wyprawić w jakąś długą, zamorską podróż, w ciepłe kraje. mogłaby tam zapaść na jakąś tropikalną chorobę i zdechnąć.. tak bardzo mam jej już dosyć..

Dodaj komentarz

przez blisko pół godziny modliłam się do półki z herbatkami ekologicznymi. w końcu zdecydowałam się na zakup mieszanki o dźwięcznej nazwie 'bomba witaminowa'.. może to wszystko to przez brak witamin? teraz popijam kawę swoją mieszanką wybuchową :P

2 komentarze

jebać system i to tyle w temacie mojego niedawnego konfliktu z prawem.. no, może jeszcze: życzę ziobrze opryszczki na fiucie.. howgh..


w ogóle to nieprawda, że zakupy poprawiają humor.


no i jeszcze, że zrobiło się zimno a do zimy jeszcze trochę a mój przewidujący organizm zaczął robić sobie zapasy (tłuszczu) na zimę jakoś w połowie lipca - to zwiastun zimy wszystkich zim..

Dodaj komentarz

było słońce ale już nie ma.. prawie wlazłam w ogromną pajęczynę na podwórku, kiedy parkowałam rower pod domem.. może spod okna nie ukradną..

Dodaj komentarz

to nie tak, że akurat dziś się wszystko zaczęło. nie wiem, kiedy się zaczęło. no ale zaczęło się i jest. tęsknię za swoim dawnym entuzjazmem..


a śniły mi się pająki, na pajęczynach, ogromne, kolorowe, włochate, o kształcie odwłoka kształtu jajka, a jeden mnie nawet gonił a na koniec zmienił się w kota..

Dodaj komentarz

Archiwum

Kategorie

Linki

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht