.. zapomnieli zostawić moją paczkę w swoim magazynie. a jakiś pan w poczekalni do okienka narzekał, że musi kurwa lodówki na plecach dźwigać do prywatnych mieszkań.. i dobrze mu tak - skoro jest taki nieszczęśliwy, że pracuje: niech przestanie. ludzie to mają naprawdę nasrane tu i tam. ooo, w tej chwili jestem tak wściekła na jebane ups, że gdybym tylko mogła, rzuciłabym na wszystkich ich pracowników jakąś nieprzyjemną klątwę. na przykład owsiki. kurwa kurwa kurwa. a tym debilom, którzy zgubili moje książki - kurzajki i liszaje. wszędzie.
głupie ups i głupii kurierzy ups. aaarrrgghhh.. kurzajki na ich nosy!!!
powinny być zakazane..
pustki. bo i czego się spodziewać? przemek wybucha szyderczym śmiechem, zerkając na zegarek w odpowiedzi na moje pytanie o nieobecność całego działu księgowości, kadr i reszty przystawek.. jest piątek, popołudnie, dochodzi.. trzecia.. niewiele później zamyka drzwi tych kilku pokoi, w których samotnie urzędował cały dzień i idzie zdążyć przed korkami.. ja zalewam kawę, łykam aspirynę, czekam na szefa. teraz dochodzi czwarta i bawię się wyśmienicie. wypełniamy ankietę w internecie, w serwisie nauka polska..
świecie, ja wiele jestem w stanie zrozumieć, wiele potrafię też zaakceptować nie wnikając w przyczyny.. ale.. ale.. ale z całą pewnością.. no doprawdy.. żeby w ministerstwie nauki (czy jak mu tam teraz, hgw..) nie potrafili czytać po angielsku?? dlaczego, świecie, nawet to przeklęte ministerstwo wysłałeś na krucjatę przeciwko mojemu pomyślnemu zakończeniu tych studiów, które podjęłam ponad cztery lata temu? dlaczego, o przebrzydły, stawiasz przede mną swoje oblicze do-góry-nogami i jeszcze się parszywie z tego wszystkiego cieszysz? dlaczego, o plugawy, testujesz moją wytrzymałość na absurd swojej egzystencji? twojej, tak, twojej, bo nie mojej. do niedorzeczności mojego tu na tym globie pobytu zdążyłam już przywyknąć i nabawiłam się odrobiny więcej rozumu, niż żeby wnikać w lub kwestionować cokolwiek związanego z tym zagadnieniem.. lecz teraz? czy dajesz mi w ten sposób do zrozumienia, że jednak dosyć już tej egzystencjalnej apatii, dosyć obojętnej pobłażliwości dla twej inwencji twórczej w zakresie urozmaicania mi żywota całymi sekwencjami zdarzeń jak najbardziej codziennych? już pal sześć to przeklęte ministerstwo - jestem skłonna twierdzić (i nawet iść w zaparte), że czegoś podobnego się nawet spodziewałam, bo ostatnio było już zbyt sielankowo, nadmierny był przestój w tym departamencie.. ba, jestem nawet skłonna twierdzić (przejść cały maraton zaparcia), że wielce bym była rozczarowana i zdziwiona, gdyby to się prędzej czy później nie stało. no i się stało i kropka. ale.. ale.. no z całą pewnością, doprawdy.. TEGO to już chyba za wiele?
gdzieś w polsce:
ok godziny 23:20 - w okolicach jednego z bardziej znanych klubów studenckich w jednym z miast stołecznych jednego z kontynentów na jednej z planet jednego z układów planetarnych i tak dalej - nie ma czynnego punktu sprzedaży biletów komunikacji miejskiej..
ok godziny 23:28 - na jeden z wielu opustoszałych przystanków tramwajowych podjeżdża jeden z ostatnich tego dnia tramwajów.. wsiadają do niego - jedna pani o bliżej nieokreślonej charakterystyce, trzech potencjalnie-studentów prawdopodobnie po jakiejś imprezie prawdopodobnie o charakterze studenckim, no i my..
godzina 23:29 - pan motorniczy oznajmia dwukrotnie, że nie posiada (się ze smutku?) na sprzedaż biletu nie tylko studenckiego, ale w ogóle żadnego (ja: poproszę bilet studencki; on: mgl mgl mgl.. ja: studencki! on: nie mam!)..
godzina 23:29 (jak ten czas powoli leci..) - ma miejsce pojedyncze najsympatyczniejsze wydarzenie w mojej karierze gościa z prowincji w wielkim mieście - jeden z potencjalnie-studentów wręcza mi nieskasowany bilet w cenie złotego i dwudziestu setnych.. żaden z potencjalnie-studentów nie chce przyjąć ode mnie ekwiwalentu tej ceny w bilonie..
godzina 23:29 - kasuję bilet..
ja to się nie znam, ale jak kątem oka widzę, jak na dole ekranu, na szarym pasku, przelatuje biały napis o takiej mniej więcej treści: premier (wszyscy wiedzą o kogo chodzi) powiedział, że skoro szef po (wszyscy wiedzą, co to za jeden) koniecznie (wyłuszczenie moje własne) musi się z nim spotkać, to on nie odmówi.. - to ja się wtedy zaczynam zastanawiać, czy oni tuska nie przekupili, żeby ten swoim skrajnie idiotycznym zachowaniem kompromitował formację, na której czele stoi, tym samym nabijając sondażową kabzę pisu.. (śmisu).. ehh.. gdyby to był facet z klasą, to by raz jeden powiedział, że on jest gotów rozmawiać, że jego sztab nawiąże kontakt z ich sztabem i to by wystarczyło.. a on? skacze i ujada jak, nie przymierzając, jamnik z kaktusem w odbycie, i teraz kaczka ma nad nim kolosalną przewagę.. swoją desperacką arogancją sprawił, że równie arogancki, obłudny kaczor, teraz może wypowiadać takie kwestie ku uciesze swojego mściwego, węszącego wszędzie antypolskie spiski elektoratu.. i cała grupka jego bezkrytycznych fanów teraz głaszcze się po brzuszkach i klepie po kolanach, ekstatycznie skandując: nasz człek! ale pokazał temu wermachtowcowi! juhuuu..
i czy ktoś jeszcze pamięta, kiedy 'nasz' premier oświadczał, jakiś czas (rok?) temu, że w chamstwie to oni tamty panom nie dorównują? i ja już zrozumiałam, że on, biedaczek, wtedy ubolewał, że nie potrafi tak jak tamci chłopcy, że jest po uszy zatopiony w swoim kompleksie niższości (co, biorąc pod uwagę jego wzrost, oznacza, że ten kompleks jeszcze wtedy taki znowu głęboki nie był..). no, to teraz się w nim już ostatecznie utopił. nie ma większego aroganta w polsce..
ale ja się na tym nie znam.. nie sympatyzuję.. nie silę się na udawany obiektywizm.. mówię jak widzę.. a jeśli miałabym wyjeżdżać z tego kraju, to nie dla jakiegoś idioty, polityka (nie będę wymieniać z nazwisk, ale chyba wiadomo, że chodzi w równym stopniu o nich wszystkich), ale dlatego, że mentalność tego narodu jeszcze długo nie pozwoli ludziom wyjrzeć poza ramy swoich ultrapatriotycznych, konserwatywnych, pogrzebanych w konwenansach tyłków, by z przymróżeniem oka spojrzeć na: