nie wiem, czy to już come back, tym bardziej mam wątpliwości co do jego rozmiarów.. przez moment stanął w ogóle pod znakiem zapytania, bo okazuje się, że sześć miesięcy wystarczy, żeby zapomnieć hasło używane regularnie przez kilka lat z rzędu.. no tak, ale przecież tyle haseł trzeba teraz pamiętać, a najlepiej, żeby były jak najmniej słownikowe, żeby nie daj bóg jakiś haker nie wtargnął człowiekowi w jego wirtualny świat. są hasła do komputerów, do skrzynek pocztowych, do banków, do fejsbuka, do innych społeczności, jeśli ktoś jeszcze czuje niedosyt, do komunikatorów wszelkiej maści, do allegro, do zarządzania telefonem i internetem, do internetu w ogóle.. dobrze, żeby każde było inne, niepowtarzalne, urozmaicone o cyfry i niestandardowe kombinacje liter małych i wielkich, no bo ci hakerzy.. więc w każdym razie nie wiem, czy to już powrót, czy tylko joggerowa czkawka. rozleniwiłam się nieziemsko. nie postawiłam nawet kropki w celach czysto relaksacyjnych. pisałam, owszem, mejle w sprawach służbowych i sporadycznie - osobistych. komunikowałam się na gygy. tworzyłam programy usprawniania i sprawozdania. pisałam wnioski konkursowe o finansowanie, dofinansowanie i ogólnie żeby ktoś dał kasę, co to się przecież, no tak - należy.. ręcznie (!) wypełniałam niezliczone rubryczki. napisałam setki smsów swego czasu.. więcej grzechów - nie pamiętam. ale to akurat nietrudne. ja do niepamiętania to mam talent.. w zasadzie nie powiem, żebym czegoś żałowała. chociaż w to może niektórym trudno uwierzyć. jeśliby mi ktoś jeszcze rok, może dwa lata temu powiedział, że tak będzie, sama bym nie uwierzyła. za chiny ludowe.. czekam aż sceptyk wróci, jeśli jeszcze żyje, stamtąd, dokąd go diabli posłali te w przybliżeniu pół roku temu, i wyznaczy mi jakąś pokutę.. ale naprawdę, zastrzelcie mnie, nie wiem..